Porady

Jak wspierać dziecko w rozwoju samodzielności?

samodzielność

  „Zostaw, bo wylejesz”, „nie dotykaj, bo stłuczesz”, „daj, ja to zrobię lepiej/szybciej/dokładniej” – stale słyszy przedszkolak. Czy ciągle pomagając dzieciom lub wyręczając je w różnych sprawach, spowodujemy, że staną się samodzielne? Niestety nie! Kierując do dzieci wyżej przytoczone albo podobne komunikaty, nie pozwalamy im się uczyć, a usłyszane przez nie słowa blokują ich działanie i zaniżają wiarę w siebie. Jak zatem wspierać dziecko w drodze ku samodzielności?

Samodzielność jako potrzeba rozwojowa

Samodzielność jest potrzebą rozwojową każdego dziecka. Poprzez podejmowanie prób i gromadzenie doświadczeń, stopniowo opanowuje ono niezbędne w życiu umiejętności, rozwija swoje możliwości, poznaje własną odrębność i kształtuje tożsamość. Już około pierwszego roku życia możemy zaobserwować próby dążenia do samodzielności, kiedy to mały człowiek stara się pokonywać pierwsze trudności związane z nauką chodzenia. W dalszym etapie, potrzeba samodzielnego działania jest jeszcze silniejsza – wyraża się w tzw. buncie dwulatka, który dobitnie sygnalizuje „Ja sam/sama”, choć nie zawsze jego chęć działania jest adekwatna do możliwości. I tu pojawia się niezwykle ważna rola otoczenia, które samodzielność dziecka może rozwijać lub ograniczać, a nawet tłumić.

Dlaczego nie pozwalamy dzieciom na samodzielność?

Powodów, dla których rodzice hamują u dziecka naturalną potrzebę rozwoju i bycia samowystarczalnym, jest wiele, np.:
• strach, że zrobi sobie krzywdę (lub coś zepsuje),
• pewność, że zrobimy coś szybciej i lepiej (szczególnie, gdy nam się śpieszy, a tak jest prawie zawsze),
• przekonanie, że jest jeszcze małe i nie musi nic robić („jeszcze się w życiu napracuje”),
• obawa, że jak mu się nie uda, to będzie mu smutno z tego powodu, będzie płakało (a jako rodzice „mamy za zadanie oszczędzić dzieciom przeżywania porażek”).

Nadmiernie troskliwi dorośli pragną uchronić dzieci przed wszelkimi trudnymi sytuacjami i negatywnymi emocjami. Stąd bierze się skłonność do wyręczania przedszkolaków. Najpierw dotyczy to czynności samoobsługowych (dopinanie samodzielnie zapiętych kurtek, poprawianie czapek, itp.,) później w przypadku samodzielnego poszukiwania rozwiązania własnych problemów. Rodzice często biorą sprawy dzieci w swoje ręce i np. dzwonią do rodziców koleżanek, żeby wyjaśnić rówieśnicze konflikty. Takie zachowanie nie sprzyja rozwojowi dzieci i nie pozwala im dorosnąć.

Zgoda na samodzielność

Myśląc o samodzielności, najczęściej zależy nam na tzw. „samodzielności obowiązkowej”, tj. samoobsługa, sprzątanie, wykonywanie poleceń dorosłych. To oczywiście jest również istotne. Jednak, z perspektywy małego dziecka bycie samodzielnym to przede wszystkim zdobywanie nowych umiejętności. Jeżeli nauczy się sprzątać, zapamięta, gdzie jakie zabawki stoją, to nie zawsze ochoczo to robi, ponieważ już to umie. Działanie to jest dla niego mało atrakcyjne, zatem szuka innych, nowych doświadczeń. Nauczenie się, że każdy ma obowiązki i nie zawsze je lubi, ale musi je wykonać to długi proces. Wywiązywanie się z codziennych powinności to kwestia dyscypliny, najpierw tej zewnętrznej by później się uwewnętrznić, czyli stać się rutynowym zachowaniem. Dlatego w domu dzieci często uciekają od tych zobowiązań, ale już w przedszkolu, u cioci, na wyjeździe pochwalą się, że są w tym zakresie samodzielne. Nowe miejsce, inne okoliczności motywują do działania.

Wspieranie w rozwoju samodzielności od najmłodszych lat

Wszystko, co przedszkolak wykona własnymi rękami, do czego dojdzie własną myślą, co przeżyje – buduje jego umiejętności, wiedzę o sobie i innych oraz o świecie. Dziecko, poznając efekty własnej działalności, jest konfrontowane ze swoimi możliwościami. Czerpie również ze swojego działania satysfakcję i buduje poczucie sprawczości.

Pozwólmy dziecku na samodzielne znajdowanie rozwiązania jego problemów. Możemy zaproponować mu zabawę pt. „Co byś zrobił, gdyby”. Może być ona przeprowadzona zarówno w domu, jak i w przedszkolu/szkole. Rodzic, czy wychowawca zadaje dziecku pytania związane z codziennym życiem – adekwatne do poziomu i wieku dziecka. Pytanie rozpoczynamy od słów: „Co byś zrobił, gdyby..” Dziecko ma możliwość zastanowienia się nad dokończeniem tej myśli. Możemy zadawać pytania typu, „Co byś zrobił, gdyby ktoś zabrał Ci zabawkę”, „ …gdybyś nie mógł poradzić sobie z zadaniem”, „gdybyś się skaleczył”, itp. W starszych grupach wiekowych możemy prosić dzieci o podawanie swoich propozycji kolejno i potem o wybór ich zdaniem najciekawszej. Ma to na celu pokazanie dzieciom, że ważne jest szukanie rozwiązania sytuacji problemowych i że każde z nich może być dobre. Ważne jest to, aby nie mówić od razu „Nie wiem”, „Nie umiem”, „Ty to zrób” itp. Dajmy dzieciom samodzielnie ustalić, jakie rozwiązania proponują. Niech mają poczucie, że o czymś same decydują. To umiejętność, która przydaje się przez całe życie.

Troska o bezpieczeństwo jest konieczna, ale w granicach zdrowego rozsądku. Prawdziwa pomoc niesiona dziecku w procesie jego dorastania, powinna polegać na wzmacnianiu poczucia własnej wartości, wynikającego z sukcesów w samodzielnym działaniu.

Naukę samodzielności można porównać do jazdy na rowerze – gdy nadejdzie stosowny czas, należy puścić kijek.

Marta Cygan, psycholog, zespół Akademii Zdrowego Przedszkolaka

 

Jak Kuba zapanował  nad Głodkiem

Opowiadanie przydatne rodzicom, którzy mają w domu niejadka.

Ciotka Dorotka miała rację: spektakl był nadzwyczajny. Noc, śpiące miasto zimą w złocistym świetle latarń, rudy blask ognia w kominku, choinka ze świeczkami, sto barw w sali balowej – a do tego muzyka, przy której zapominało się wszystkim, no, prawie o wszystkim, bo…

– Głodek! – Kuba jęknął strwożonym głosem wprost do ucha cioci. Na scenie właśnie sznur myszek sunął w tanecznym korowodzie. Widz, który siedział przed Kubą, odwrócił się i spojrzał na chłopca z naganą.

– Cicho, jesteśmy w teatrze, teraz nie rozmawiamy! – upomniała chłopca ciocia, jakby zupełnie nie rozumiała, co to znaczy mieć do czynienia z Głodkiem.

Głodek przychodził do Kuby, kiedy tylko chciał. Zwykle nie w porę. Cóż robić?… Taki już był ten Głodek, że nie pojawiał się, gdy na śniadanie podawano zupę mleczną. Kanapkami też gardził i sprawiał, że Kuba przed południem nie jadł prawie nic, przez co był ciągle senny i zmęczony. Głodek dawał o sobie znać przeważnie około południa, gdy do przedszkolnych sal zaczynał docierać nęcący zapach obiadu. Niestety, znów bardzo kaprysił. Nie chciał zupy, bo nie lubił gotowanych warzyw. Surówek nie dotykał. Zjadał jedynie makaron, kluseczki i sosy. A tak naprawdę czekał na czas podwieczorku. Podwieczorek to szansa na słodką przekąskę! Tę Głodek lubił najbardziej i był rozczarowany, gdy zamiast wymarzonego ciastka dostawał gruszkę lub jabłko… Ale nie martwił się długo, bo spryciarz jeden wiedział, że wkrótce odbierze go babcia, no i wtedy… „Głodek!” – zawoła chłopiec, ubierając się w szatni, na co babcia odpowie: „W takim razie po drodze wstąpimy do cukierni”.

Popołudniami Kuba wołał: „Głodek!” prawie ciągle, bo im późniejsza pora dnia, tym częściej Głodek go dopadał: i w czasie układania puzzli, i przed telewizorem, a zwłaszcza przy sprzątaniu zabawek. Ten natręt ciągle dopominał się o swoje, czyli o chrupki, chipsy, żelki, czekoladę… Dorośli ulegali rozpaczliwym okrzykom Kubusia i zazwyczaj przed snem chłopiec był przejedzony i przez to nie mógł zasnąć. Cóż robić?… Kuba uważał, że tak musi być. Dlatego bardzo się zdziwił, że ciocia w teatrze w ogóle nie przejęła się Głodkiem! Jak tak można? Przecież to Głodek rządzi, zmusza, rozkazuje… I sam Kubuś, i cała rodzina Kubusia to wie. Wszyscy spieszą, by służyć Głodkowi, kiedy i jak sobie życzy – tylko ciotka Dorotka, która akurat przez ten weekend opiekuje się Kubą, jakoś się nie kwapi, jakby to ona rządziła Głodkiem, a nie Głodek nią…

– Jutro dostaniesz prezent – zapowiedziała ciocia, kiedy po przedstawieniu wrócili do domu. Brzmiało to uroczyście i dość tajemniczo.

– Jaki prezent? – dociekał Kuba, skubiąc pieczywo z rzodkiewką. Ciocia to właśnie przygotowała na kolację, a że Głodek naprzykrzał się od kilku godzin, zdesperowany chłopiec sięgnął po kanapki. Okazało się, że wcale nie są takie złe! Ziarenka w chlebie przyjemnie chrupały, twarożek pachniał ziołami, a rzodkiewka miała łagodny smak.

– Dostaniesz Magiczną Tarczę, która ochroni cię przed atakami Głodka! – zdradziła z uśmiechem ciocia, ale nie chciała wyjaśnić, co to za tarcza, jak wygląda i w jaki sposób się nią posługiwać. Kuba próbował wyobrazić ją sobie przed snem, ale nie zdążył, bo po lekkiej kolacji szybko i głęboko zasnął.

Gdy obudził się rano następnego dnia, usłyszał w sąsiednim pokoju niezwykłe odgłosy. Tam spała ciocia, ale już chyba wstała i robiła coś naprawdę ciekawego, bo do uszu Kubusia dobiegało stukanie, szuranie, a nawet cichutkie cykanie…

– Co robisz, ciociu?… Mogę wejść i pomóc?…– poprosił zaciekawiony.

– Nie trzeba, tarcza gotowa! – odkrzyknęła ciocia i otworzyła drzwi.

Ciocia trzymała w rękach tarczę: prawdziwą, rycerską. Wielką tarczę z kartonu, podzieloną starannie na dwanaście części. Na każdej z nich znajdowała się godzina, a pośrodku – prawdziwy, czynny mechanizm zegara! Każde z pól miało dwa rysunki – jeden dla godziny przed-, a drugi dla popołudniowej. Na każdym polu widniał rycerz, mężny i odważny, z rysów twarzy podobny trochę do Kubusia. Rycerz ten sporo spał. O piątej jeździł konno. O dziewiątej zasiadał w ogrodzie z księżniczką. O dziesiątej czytał wielką i ozdobną księgę. O dwunastej staczał bój ze smokiem. Zawsze miał mnóstwo ważnych i ciekawych zajęć – i dużo ucztował. Kuba policzył: aż pięć razy dziennie! W dodatku najwyraźniej chętnie jadał zupy i surówki, natomiast wcale nie spożywał chipsów i innych przekąsek, bo w czasie ucztowania przedstawiony był z półmiskiem, łyżką, nigdy zaś z kolorową, błyszczącą torebką…

– Tę tarczę, drogi Kubo – powiedziała ciocia – podarowuję ci, abyś był dzielny jak ten rycerz. Nie pozwól, aby Głodek ciągle cię napadał, przeszkadzał w zabawie, nauce i innych zajęciach. Naucz go, by przychodził, kiedy jest na to czas. Spójrz na zegar: tu są godziny uczto-wania. To pory, kiedy Głodek będzie miłym gościem. Zaproś go właśnie wtedy. W innym czasie Głodkowi mów stanowczo: „nie!”. Jeśli wytrwasz, zobaczysz, że się podda. Po prostu przyzwyczai się do stałych pór spotkań. Czy jesteś gotów do zmagań? Czy chcesz być rycerzem?

Kuba chciał, a wtedy ciocia wręczyła mu Magiczną Tarczę. Umieścili ją w kuchni, tuż obok lodówki.

Niech i rodzice widzą, że walka dziecka z Głodkiem to poważna sprawa! 🙂

 

Źródło: Miesięcznik „Bliżej Przedszkola”, autorka: dr Agnieszka Pilichowska