Porady

Dlaczego warto czytać dzieciom?

Współczesne dzieci dorastają w ubogim językowo środowisku. Kontakt z żywym słowem wyparła telewizja, której narzędziem nie jest język, lecz obraz. W efekcie dzieci coraz gorzej znają język, tymczasem język jest narzędziem myślenia – w tym także matematycznego!

Dzieci słabo wyćwiczone w używaniu języka i w myśleniu, pozbawione wyobraźni, którą telewizja wypiera, będą miały trudności od pierwszych dni przedszkola i w późniejszym życiu. Przepaść intelektualna i emocjonalna pomiędzy dziećmi, którym rodzice i wychowawcy dużo czytają, a dziećmi pozbawionymi takiej stymulacji , w kolejnych latach dzieciństwa narasta.

W dobie telewizji ochrona dzieci przed pewnymi informacjami i obrazami jest bardzo utrudniona. Nie ma możliwości wciąż kontrolować ilość i treść oglądanych przez dzieci programów. Nie znaczy to jednak, ze należy zrezygnować z ciągłego zabiegania o zwyczajną rozmowę z dzieckiem na temat tego, co dziś robiło oglądało, gdyż…

Skutki nadmiernego oglądania telewizji przez dzieci:

1. Nieumiejętność myślenia (oglądanie tv zmienia fizyczną strukturę mózgu dziecka); zanik wyobraźni, nieumiejętność przewidywania konsekwencji – w telewizji ważne jest tylko tu i teraz

2. Trudność z koncentracją (wartki potok obrazów tv uszkadza zdolność skupienia uwagi)

3. Lenistwo umysłowe, nawyk biernej i bezkrytycznej konsumpcji produktów masowej kultury

4. Obniżenie wyników w nauce

5. Postawa życiowa: niecierpliwość, potrzeba ciągłej zewnętrznej stymulacji, nieustanne oczekiwanie rozrywki oraz gratyfikacji bez pracy i wysiłku (łatwe konkursy z wysokimi nagrodami), szybkie popadanie w nudę

6. Niezadowolenie z posiadanych rzeczy (podsycane celowo przez reklamy)

7. Zanik wrażliwości, znieczulenie na cudzy ból i krzywdę w realnym życiu

8. Lęk, niepokój, nieufność, pesymizm, cynizm, demoralizacja, agresja

9. Ograniczenie kontaktów z rówieśnikami, pogorszenie stosunków z członkami rodziny

10. Obniżenie umiejętności społecznych i wskaźników inteligencji emocjonalnej

11. Brak czasu i chęci na inne zajęcia (sport, czytanie, własna twórczość, rozmowy)

Amerykańska Akademia Pediatrów zaleca rodzicom, by dzieci do 2 roku życia w ogóle nie oglądały telewizji, a dzieci starsze i nastolatki, by nie korzystały dłużej niż 1-2 godziny dziennie z telewizji i komputera łącznie.

Warto czytać! Badania naukowe potwierdzają, że codzienne czytanie dziecku:

• buduje mocną więź między dorosłym i dzieckiem

• zapewnia emocjonalny rozwój dziecka

• rozwija język, pamięć i wyobraźnię

• uczy myślenia, poprawia koncentrację

• wzmacnia poczucie własnej wartości dziecka

• poszerza wiedzę ogólną

• ułatwia naukę, pomaga odnieść sukces w przedszkolu, a potem w szkole

• uczy wartości moralnych, pomaga w wychowaniu

• zapobiega uzależnieniu od telewizji i komputerów

• chroni przed zagrożeniami ze strony masowej kultury

• kształtuje nawyk czytania i zdobywania wiedzy na całe życie

DLATEGO CZYTAJ DZIECKU 20 MINUT DZIENNIE – CODZIENNIE!

Codzienne czytanie dziecku dla przyjemności jest najskuteczniejszą metodą wychowania czytelnika – człowieka samodzielnie myślącego, posiadającego wiedzę i umiejętność jej poszerzania, kulturalnego, etycznego, z wyobraźnią, który umie radzić sobie w życiu przy pomocy rozumu, a nie pięści.

Przedszkole może i powinno uzupełniać domowe czytanie, lecz nie zastąpi na pewno czytania w domu przez rodziców. Te parę minut spędzonych z dzieckiem podczas słuchania przez niego książki oprócz kształtowania w nim wrażliwości, wyobraźni, mowy daje także możliwość pogłębiania się więzi między rodzicem a dzieckiem. Jeśli my, dorośli teraz znajdziemy czas dla dziecka, to potem ono znajdzie go dla nas.

 

„Tabletowe” dzieci, czyli postępowi bezradni

W dobie XXI wieku, widok osób korzystających z urządzeń elektronicznych, takich jak smartfon czy tablet, nikogo specjalnie nie dziwi. Na każdym kroku, czy to w autobusie, tramwaju czy w poczekalni u lekarza, napotykamy pogrążonego w wirtualnym świecie osobnika. Co jednak wydaje się być niepokojące, do grupy „smartfonowców” zaliczyć możemy także coraz młodsze dzieci. Już kilkumiesięczne niemowlęta „bawią się komórką”, a 3 -latek, będący prawie ekspertem od obsługi tableta staje się jego właścicielem!

Specjaliści określają dzisiejszych kilkulatków mianem pokolenia kciuka bądź dzieci tabletowych. Pojawiło się również określenie homo tabletis.

Postęp czy regres rozwoju?

Wydawałoby się, patrząc na takie kilkuletnie dziecko, które biegle operuje tabletem, czy myszką od komputera – jakie to mądre dziecko! Niejedna babcia wpada w zachwyt, widząc jak jej wnuczek tak szybko potrafi poruszać się w sieci, znaleźć interesujący go film, czy nową grę. Dzieci urodzone w epoce cyfrowej, są tak biegłe w używaniu nowych technologii właśnie dlatego, że z tym się po prostu urodziły. Ich mózgi funkcjonują w odmienny sposób niż mózgi pokoleń wcześniejszych. Dawniej mózg nastawiony był przede wszystkim na odbiór i zapamiętywanie informacji, mniej na ich przetwarzanie. Dziś sytuacja jest odwrotna – pamiętanie informacji pozostawiamy „urządzeniom w sieci”, a koncentracja idzie w kierunku jej przetwarzania. Jednak nie ma to wiele wspólnego z kreatywnością. Nadmiar bodźców spowodowany nowoczesnymi technologiami może zmniejszać wydajność umysłu i powodować m.in. zaburzenia pamięci krótkotrwałej.

W przypadku małych dzieci, nadmierne przebywanie wśród urządzeń elektronicznych skutkować może opóźnieniem mowy i zaburzeniami relacji społecznych, gdyż wpatrzone w ekran dziecko nie wchodzi w interakcje, nie komunikuje się z otoczeniem, nie uczy się ani języka, ani odczytywania emocji. Wzrok dziecka najintensywniej rozwija się w pierwszym roku życia. Dziecko powinno obserwować, wodzić wzrokiem za przedmiotami, za opiekunem i jego mimiką, patrzeć blisko i daleko. Wpatrywanie się w płaski ekran tableta powoduje problemy z widzeniem przestrzennym. Mnóstwo bodźców płynących z niewielkiego urządzenia nie pozostaje obojętne dla mózgu malucha. Niedojrzały jeszcze układ nerwowy dziecka nie jest gotowy na przyjęcie takiej ilości impulsów. Stąd częstą reakcją płaczącego niemowlaka na włączenie telewizji jest natychmiastowe uspokojenie, wręcz zastygnięcie na widok migającego ekranu.

Masz, pobaw się i nie marudź

Często chcąc nie chcąc, w codziennym biegu, nie mamy wystarczająco dużo czasu, który można by przeznaczyć na konstruktywną, wspólną zabawę z dzieckiem. A wiadomo, dziecko, które się nudzi, zaczyna marudzić. Aby uniknąć takiego stanu rzeczy, z odsieczą przychodzą nam nowe media. Zniecierpliwiony rodzic, często dla świętego spokoju, pozwala dziecku pobawić się smartfonem. Dziecko się nie nudzi, nie płacze, nie absorbuje. Ale czy działanie to korzystnie wpłynie na jego rozwój? Czy oby już nie uczymy go, że najlepszym i często jedynym sposobem na nudę i frustrację jest wybór najprostszych rozwiązań? Dziecko nie ma szansy na nudę, czyli tym samym nie ma możliwości wykazania się pomysłem, jak poradzić sobie z tym faktem. Podsuwając gotowe formy zabicia nudy – „masz pobaw się i nie marudź”, blokujemy kreatywność dziecka, które być może po chwili marudzenia jednak znalazłoby sobie samo coś interesującego do zrobienia. Działanie na skróty sprawdza się na jakiś czas – dziecko zostaje „wyłączone”. Co jednak się dzieje, gdy po jakimś czasie chcemy, aby zabawa się zakończyła? Czy wówczas nie pojawia się to samo (albo i większe) marudzenie, które jakiś czas wcześniej (godzinę, może i więcej) sprowokowało nas do zaspokojenia potrzeby świętego spokoju? Po jakimś czasie orientujemy się, że cudowne lekarstwo, jakim jest tablet, smartfon czy inny elektroniczny gadżet, działa na krótką metę. Dziecko domaga się więcej, nie chce nas słuchać, histeryzuje, gdy przychodzi moment zakończenia zabawy. W tej sytuacji mniej cierpliwy rodzic godzi się na wydłużenie czasu korzystania z urządzenia i tak stopniowo wpadamy w pułapkę uzależnienia.

Postęp technologiczny, bezradność życiowa

Kolejnym problemem, który pojawia się u dzieci nadmiernie korzystających z urządzeń elektronicznych jest to, że pomimo tego, iż stopniowo stają się ekspertami w dziedzinie nowych technologii, mają poważne trudności w wykonywaniu podstawowych czynności życia codziennego. Bo jeśli przy użyciu jedynie opuszków palców są w stanie wykonywać takie czynności jak budowanie czy rozbijanie murów, dekorowanie pokoju, gotowanie i tym podobne „cuda” na ekranie tableta, to czy później takie dziecko zechce wysilić się przy jakimś sensownym działaniu w realnym świecie?

Najważniejszy umiar

Tablety, smartfony i komputery są już nieodłączną częścią rzeczywistości i bezsprzecznie wpływają na nas, jak i na nasze dzieci. Nie jest możliwe całkowite odizolowanie dziecka od komputera czy telefonu, jeśli my – dorośli sami sporo z tych urządzeń korzystamy. Najważniejsze jednak, aby starać się kontrolować czas oraz treść tego, z czym dzieci mają do czynienia w wirtualnym świecie tak, aby kontakt z nową technologią nie powodował zaniedbań w innych dziedzinach i we wszechstronnej aktywności. Najbardziej istotny – jak we wszystkim – jest umiar. 

Marta Cygan, psycholog, zespół Akademii Zdrowego Przedszkolaka

Jak wspierać dziecko w rozwoju samodzielności?

samodzielność

  „Zostaw, bo wylejesz”, „nie dotykaj, bo stłuczesz”, „daj, ja to zrobię lepiej/szybciej/dokładniej” – stale słyszy przedszkolak. Czy ciągle pomagając dzieciom lub wyręczając je w różnych sprawach, spowodujemy, że staną się samodzielne? Niestety nie! Kierując do dzieci wyżej przytoczone albo podobne komunikaty, nie pozwalamy im się uczyć, a usłyszane przez nie słowa blokują ich działanie i zaniżają wiarę w siebie. Jak zatem wspierać dziecko w drodze ku samodzielności?

Samodzielność jako potrzeba rozwojowa

Samodzielność jest potrzebą rozwojową każdego dziecka. Poprzez podejmowanie prób i gromadzenie doświadczeń, stopniowo opanowuje ono niezbędne w życiu umiejętności, rozwija swoje możliwości, poznaje własną odrębność i kształtuje tożsamość. Już około pierwszego roku życia możemy zaobserwować próby dążenia do samodzielności, kiedy to mały człowiek stara się pokonywać pierwsze trudności związane z nauką chodzenia. W dalszym etapie, potrzeba samodzielnego działania jest jeszcze silniejsza – wyraża się w tzw. buncie dwulatka, który dobitnie sygnalizuje „Ja sam/sama”, choć nie zawsze jego chęć działania jest adekwatna do możliwości. I tu pojawia się niezwykle ważna rola otoczenia, które samodzielność dziecka może rozwijać lub ograniczać, a nawet tłumić.

Dlaczego nie pozwalamy dzieciom na samodzielność?

Powodów, dla których rodzice hamują u dziecka naturalną potrzebę rozwoju i bycia samowystarczalnym, jest wiele, np.:
• strach, że zrobi sobie krzywdę (lub coś zepsuje),
• pewność, że zrobimy coś szybciej i lepiej (szczególnie, gdy nam się śpieszy, a tak jest prawie zawsze),
• przekonanie, że jest jeszcze małe i nie musi nic robić („jeszcze się w życiu napracuje”),
• obawa, że jak mu się nie uda, to będzie mu smutno z tego powodu, będzie płakało (a jako rodzice „mamy za zadanie oszczędzić dzieciom przeżywania porażek”).

Nadmiernie troskliwi dorośli pragną uchronić dzieci przed wszelkimi trudnymi sytuacjami i negatywnymi emocjami. Stąd bierze się skłonność do wyręczania przedszkolaków. Najpierw dotyczy to czynności samoobsługowych (dopinanie samodzielnie zapiętych kurtek, poprawianie czapek, itp.,) później w przypadku samodzielnego poszukiwania rozwiązania własnych problemów. Rodzice często biorą sprawy dzieci w swoje ręce i np. dzwonią do rodziców koleżanek, żeby wyjaśnić rówieśnicze konflikty. Takie zachowanie nie sprzyja rozwojowi dzieci i nie pozwala im dorosnąć.

Zgoda na samodzielność

Myśląc o samodzielności, najczęściej zależy nam na tzw. „samodzielności obowiązkowej”, tj. samoobsługa, sprzątanie, wykonywanie poleceń dorosłych. To oczywiście jest również istotne. Jednak, z perspektywy małego dziecka bycie samodzielnym to przede wszystkim zdobywanie nowych umiejętności. Jeżeli nauczy się sprzątać, zapamięta, gdzie jakie zabawki stoją, to nie zawsze ochoczo to robi, ponieważ już to umie. Działanie to jest dla niego mało atrakcyjne, zatem szuka innych, nowych doświadczeń. Nauczenie się, że każdy ma obowiązki i nie zawsze je lubi, ale musi je wykonać to długi proces. Wywiązywanie się z codziennych powinności to kwestia dyscypliny, najpierw tej zewnętrznej by później się uwewnętrznić, czyli stać się rutynowym zachowaniem. Dlatego w domu dzieci często uciekają od tych zobowiązań, ale już w przedszkolu, u cioci, na wyjeździe pochwalą się, że są w tym zakresie samodzielne. Nowe miejsce, inne okoliczności motywują do działania.

Wspieranie w rozwoju samodzielności od najmłodszych lat

Wszystko, co przedszkolak wykona własnymi rękami, do czego dojdzie własną myślą, co przeżyje – buduje jego umiejętności, wiedzę o sobie i innych oraz o świecie. Dziecko, poznając efekty własnej działalności, jest konfrontowane ze swoimi możliwościami. Czerpie również ze swojego działania satysfakcję i buduje poczucie sprawczości.

Pozwólmy dziecku na samodzielne znajdowanie rozwiązania jego problemów. Możemy zaproponować mu zabawę pt. „Co byś zrobił, gdyby”. Może być ona przeprowadzona zarówno w domu, jak i w przedszkolu/szkole. Rodzic, czy wychowawca zadaje dziecku pytania związane z codziennym życiem – adekwatne do poziomu i wieku dziecka. Pytanie rozpoczynamy od słów: „Co byś zrobił, gdyby..” Dziecko ma możliwość zastanowienia się nad dokończeniem tej myśli. Możemy zadawać pytania typu, „Co byś zrobił, gdyby ktoś zabrał Ci zabawkę”, „ …gdybyś nie mógł poradzić sobie z zadaniem”, „gdybyś się skaleczył”, itp. W starszych grupach wiekowych możemy prosić dzieci o podawanie swoich propozycji kolejno i potem o wybór ich zdaniem najciekawszej. Ma to na celu pokazanie dzieciom, że ważne jest szukanie rozwiązania sytuacji problemowych i że każde z nich może być dobre. Ważne jest to, aby nie mówić od razu „Nie wiem”, „Nie umiem”, „Ty to zrób” itp. Dajmy dzieciom samodzielnie ustalić, jakie rozwiązania proponują. Niech mają poczucie, że o czymś same decydują. To umiejętność, która przydaje się przez całe życie.

Troska o bezpieczeństwo jest konieczna, ale w granicach zdrowego rozsądku. Prawdziwa pomoc niesiona dziecku w procesie jego dorastania, powinna polegać na wzmacnianiu poczucia własnej wartości, wynikającego z sukcesów w samodzielnym działaniu.

Naukę samodzielności można porównać do jazdy na rowerze – gdy nadejdzie stosowny czas, należy puścić kijek.

Marta Cygan, psycholog, zespół Akademii Zdrowego Przedszkolaka

 

Jak Kuba zapanował  nad Głodkiem

Opowiadanie przydatne rodzicom, którzy mają w domu niejadka.

Ciotka Dorotka miała rację: spektakl był nadzwyczajny. Noc, śpiące miasto zimą w złocistym świetle latarń, rudy blask ognia w kominku, choinka ze świeczkami, sto barw w sali balowej – a do tego muzyka, przy której zapominało się wszystkim, no, prawie o wszystkim, bo…

– Głodek! – Kuba jęknął strwożonym głosem wprost do ucha cioci. Na scenie właśnie sznur myszek sunął w tanecznym korowodzie. Widz, który siedział przed Kubą, odwrócił się i spojrzał na chłopca z naganą.

– Cicho, jesteśmy w teatrze, teraz nie rozmawiamy! – upomniała chłopca ciocia, jakby zupełnie nie rozumiała, co to znaczy mieć do czynienia z Głodkiem.

Głodek przychodził do Kuby, kiedy tylko chciał. Zwykle nie w porę. Cóż robić?… Taki już był ten Głodek, że nie pojawiał się, gdy na śniadanie podawano zupę mleczną. Kanapkami też gardził i sprawiał, że Kuba przed południem nie jadł prawie nic, przez co był ciągle senny i zmęczony. Głodek dawał o sobie znać przeważnie około południa, gdy do przedszkolnych sal zaczynał docierać nęcący zapach obiadu. Niestety, znów bardzo kaprysił. Nie chciał zupy, bo nie lubił gotowanych warzyw. Surówek nie dotykał. Zjadał jedynie makaron, kluseczki i sosy. A tak naprawdę czekał na czas podwieczorku. Podwieczorek to szansa na słodką przekąskę! Tę Głodek lubił najbardziej i był rozczarowany, gdy zamiast wymarzonego ciastka dostawał gruszkę lub jabłko… Ale nie martwił się długo, bo spryciarz jeden wiedział, że wkrótce odbierze go babcia, no i wtedy… „Głodek!” – zawoła chłopiec, ubierając się w szatni, na co babcia odpowie: „W takim razie po drodze wstąpimy do cukierni”.

Popołudniami Kuba wołał: „Głodek!” prawie ciągle, bo im późniejsza pora dnia, tym częściej Głodek go dopadał: i w czasie układania puzzli, i przed telewizorem, a zwłaszcza przy sprzątaniu zabawek. Ten natręt ciągle dopominał się o swoje, czyli o chrupki, chipsy, żelki, czekoladę… Dorośli ulegali rozpaczliwym okrzykom Kubusia i zazwyczaj przed snem chłopiec był przejedzony i przez to nie mógł zasnąć. Cóż robić?… Kuba uważał, że tak musi być. Dlatego bardzo się zdziwił, że ciocia w teatrze w ogóle nie przejęła się Głodkiem! Jak tak można? Przecież to Głodek rządzi, zmusza, rozkazuje… I sam Kubuś, i cała rodzina Kubusia to wie. Wszyscy spieszą, by służyć Głodkowi, kiedy i jak sobie życzy – tylko ciotka Dorotka, która akurat przez ten weekend opiekuje się Kubą, jakoś się nie kwapi, jakby to ona rządziła Głodkiem, a nie Głodek nią…

– Jutro dostaniesz prezent – zapowiedziała ciocia, kiedy po przedstawieniu wrócili do domu. Brzmiało to uroczyście i dość tajemniczo.

– Jaki prezent? – dociekał Kuba, skubiąc pieczywo z rzodkiewką. Ciocia to właśnie przygotowała na kolację, a że Głodek naprzykrzał się od kilku godzin, zdesperowany chłopiec sięgnął po kanapki. Okazało się, że wcale nie są takie złe! Ziarenka w chlebie przyjemnie chrupały, twarożek pachniał ziołami, a rzodkiewka miała łagodny smak.

– Dostaniesz Magiczną Tarczę, która ochroni cię przed atakami Głodka! – zdradziła z uśmiechem ciocia, ale nie chciała wyjaśnić, co to za tarcza, jak wygląda i w jaki sposób się nią posługiwać. Kuba próbował wyobrazić ją sobie przed snem, ale nie zdążył, bo po lekkiej kolacji szybko i głęboko zasnął.

Gdy obudził się rano następnego dnia, usłyszał w sąsiednim pokoju niezwykłe odgłosy. Tam spała ciocia, ale już chyba wstała i robiła coś naprawdę ciekawego, bo do uszu Kubusia dobiegało stukanie, szuranie, a nawet cichutkie cykanie…

– Co robisz, ciociu?… Mogę wejść i pomóc?…– poprosił zaciekawiony.

– Nie trzeba, tarcza gotowa! – odkrzyknęła ciocia i otworzyła drzwi.

Ciocia trzymała w rękach tarczę: prawdziwą, rycerską. Wielką tarczę z kartonu, podzieloną starannie na dwanaście części. Na każdej z nich znajdowała się godzina, a pośrodku – prawdziwy, czynny mechanizm zegara! Każde z pól miało dwa rysunki – jeden dla godziny przed-, a drugi dla popołudniowej. Na każdym polu widniał rycerz, mężny i odważny, z rysów twarzy podobny trochę do Kubusia. Rycerz ten sporo spał. O piątej jeździł konno. O dziewiątej zasiadał w ogrodzie z księżniczką. O dziesiątej czytał wielką i ozdobną księgę. O dwunastej staczał bój ze smokiem. Zawsze miał mnóstwo ważnych i ciekawych zajęć – i dużo ucztował. Kuba policzył: aż pięć razy dziennie! W dodatku najwyraźniej chętnie jadał zupy i surówki, natomiast wcale nie spożywał chipsów i innych przekąsek, bo w czasie ucztowania przedstawiony był z półmiskiem, łyżką, nigdy zaś z kolorową, błyszczącą torebką…

– Tę tarczę, drogi Kubo – powiedziała ciocia – podarowuję ci, abyś był dzielny jak ten rycerz. Nie pozwól, aby Głodek ciągle cię napadał, przeszkadzał w zabawie, nauce i innych zajęciach. Naucz go, by przychodził, kiedy jest na to czas. Spójrz na zegar: tu są godziny uczto-wania. To pory, kiedy Głodek będzie miłym gościem. Zaproś go właśnie wtedy. W innym czasie Głodkowi mów stanowczo: „nie!”. Jeśli wytrwasz, zobaczysz, że się podda. Po prostu przyzwyczai się do stałych pór spotkań. Czy jesteś gotów do zmagań? Czy chcesz być rycerzem?

Kuba chciał, a wtedy ciocia wręczyła mu Magiczną Tarczę. Umieścili ją w kuchni, tuż obok lodówki.

Niech i rodzice widzą, że walka dziecka z Głodkiem to poważna sprawa! 🙂

 

Źródło: Miesięcznik „Bliżej Przedszkola”, autorka: dr Agnieszka Pilichowska